Słomiany zapał menedżera do zmian

Mieliśmy w końcu rzucić palenie, więcej się ruszać, mniej jeść... Tymczasem już nawet nie pamiętamy swoich noworocznych postanowień. Jak do nich wrócić i przeprogramować wieloletnie nawyki?
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Słomiany zapał menedżera do zmian

PODZIEL SIĘ


Autor: Wnp.pl (Mirosław Piątkowski)

wnp.pl

1 mar 2015 10:16


Według badań, już około 17 stycznia większość z nas daje sobie spokój z noworocznymi deklaracjami. Także tymi, które dotyczą naszych zachowań czy zmian w pracy. A im więcej od siebie oczekiwaliśmy, tym boleśniej odczuwamy słabość swojej woli. Euforię zastępuje zniechęcenie. Powoli wracamy do starych zwyczajów.

- Problem z wszelkimi rewolucjami w życiu prywatnym i zawodowym nie wynika jednak tylko z tego, że nie mierzymy sił na zamiary. My po prostu nie wiemy, jak się zabrać do wprowadzania właściwych zachowań - zaznacza Marek Suchar, socjolog, autor książek o zarządzaniu i prezes firmy doradczej IPK.

Dlatego warto zapoznać się choćby z modelem zmiany, opracowanym przez zespół badaczy z University of Rhode Island pod kierownictwem Jamesa Prochaski. Uczeni podzielili "życiową rewolucję" na pięć etapów.

Pierwszy zaczyna się jeszcze wtedy, gdy nie chcemy niczego zmieniać, bo mamy wprawdzie toksycznego szefa, ale przełożony żony jest stokroć gorszy... Drugi to rozważanie, co możemy zyskać, a co stracić po odstawieniu alkoholu lub narzuceniu sobie drakońskiej diety.

Trzecie stadium? Dokładne określenie, na jakich nowościach nam tak naprawdę zależy. Czwarta faza polega na rozbiciu zadań na części i rozpisaniu ich w kalendarzu. No i wreszcie trzeba założyć, że zawsze mogą zdarzyć się wpadki, dlatego przydadzą się jakieś scenariusze awaryjne.

Etap I: Zmiany? No nie!

Wyobraźmy sobie, że kupiliśmy sobie dres, buty sportowe i całoroczny karnet do klubu fitness. Walka o formę i szczupłą sylwetkę to bowiem ostatni krzyk mody w naszej firmie. A przykład idzie z góry (cały
zarząd biega codziennie przed pracą). A zatem jak się z tego wyłamać?

Tyle, że my tak naprawdę nie widzimy nic złego w kilku "nadmiarowych" kilogramach, a swą kondycję oceniamy jako dobrą. Rezultat? Po kilku dniach pocenia się na sztucznej bieżni stwierdzamy, że wolimy spędzać wolny czas tak jak dawniej, czyli z kuflem piwa przed komputerem.

Dlaczego tak szybko daliśmy za wygraną? Odpowiedź wydaje się prosta: trudno wytrwać w postanowieniach, które wypływają mniej może z naszego wnętrza niż ze snobizmu.

- Zmuszanie się do czegoś, bo tak robią wszyscy, nie ma najmniejszego sensu - uważa Witold Kempa, szef agencji interaktywnej Netizens digital innovation house. I precyzuje: - Jeśli na coś się z sobą umawiam, jest to sprawa, na której zależy przede wszystkim mnie. Wcześniej, gdy bardziej słuchałem innych niż siebie, z moich deklaracji nic nigdy nie wychodziło. Tym, co się zmieniało, był tylko jeszcze większy poziom frustracji.

Dodaje, że machina zmian pójdzie w ruch dopiero wtedy, gdy uświadomimy sobie swój problem. Choćby to, że brak ruchu i nadwaga zwiększają ryzyko udaru mózgu i zawału.

Cały artykuł czytaj tutaj.

 

Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.