Polonijny biznes w Nowym Jorku na wymarciu

Na nowojorskim Brooklynie jest coraz mniej polonijnych sklepów, zakładów usługowych i firm. Milionowe ceny domów i rosnące czynsze wypłoszyły polonijną klientelę. W polskich sklepach na Greenpoincie pojawili się hipsterzy.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Polonijny biznes w Nowym Jorku na wymarciu

PODZIEL SIĘ


Autor: PAP

21 cze 2015 12:27


Polonijne firmy nie dadzą się porównać z nowojorskimi kolosami, ale dostarczają polskich przysmaków, oferują obsługę po polsku, a często też konkurencyjne ceny. Problemy zapoczątkowały zamachy na World Trade Center - zwróciła uwagę Ewa Szymanik, współwłaścicielka księgarni "Literackiej". Manhattan zaczęło opuszczać sporo ludzi, a leżący za rzeką Greenpoint przyciągał bliskością do prestiżowej dzielnicy.

- W rezultacie wzrosły ceny wynajmu, a Polacy zaczęli wracać do ojczyzny lub osiedlać się w Europie. Nasiliło się to w 2008 r. w związku z recesją. W maju 2014 roku ruch niemal u nas zamarł. Nawet przed Bożym Narodzeniem nie było klientów - zauważyła właścicielka księgarni.

Uzasadniała to faktem, że nie ma zmiany pokoleń, bo ustała imigracja z Polski. Teraz, podkreśla, zostały tylko dwie księgarnie: "Literacka" i "Polonia", choć w najlepszych czasach było ich siedem.

Podobnymi spostrzeżeniami dzieli się z PAP Małgorzata Jóźwiak, właścicielka salonu piękności i spa "Luksus". - Odebrali nam piękny Greenpoint. Daliśmy się wyprzeć. Nowe biznesy nie są na kieszeń Polaków - ocenia Jóźwiak.

Firmy znikają w mgnieniu oka

Z mapy Greenpointu zniknęły pierwsze dwa polonijne zakłady: fryzjerski "Eve Beauty Salon", kosmetyczny "Profile" i kilkanaście innych. - Pozostało tylko kilka salonów założonych głównie przez osoby będące zarazem właścicielami budynków. Podczas gdy kiedyś przychodzili do mnie w 70 proc. rodacy, teraz mam sześć, siedem polskich klientek - wyjaśnia właścicielka.

Licencjonowany biegły księgowy Leon Fuks z CPA P.C rozlicza m.in. podatki od 37 lat. Ma dobry wgląd w polonijne biznesy.

- Coraz lepiej zarabiają rentierzy. Za wynajem pomieszczenia wielkości 80-90 m kw. w dobrej lokalizacji trzeba płacić na Greenpoincie 6-7 tys. dolarów na miesiąc. Biznes jest słaby. Ludzie wyjeżdżają lub idą na emeryturę. W ostatnich latach straciłem 25 proc., a może 30 proc. starych biznesów - szacuje księgowy.

Także w opinii Bogdana Bachorskiego, wiceprezesa Pulaski Association of Business and Profesional Men Inc., wysokie czynsze prowadzą do likwidacji wielu firm polonijnych.

- Ubywa przy tym polskich klientów. Jeszcze parę lat temu na głównych ulicach Greenpointu, jak Manhattan Avenue lub Nassau Avenue, na 10 przechodzących ludzi było 9 Polakow, teraz nie ma chyba więcej niż dwóch - twierdzi Bachorowski.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.