Polacy podbili Wielką Brytanię. Chlebem, pierogami i... piwem

Anglicy pokochali polskie dania. Jak wynika z badań, w polskiej restauracji był co dwunasty Brytyjczyk. Szacuje się, że w samym Londynie istnieje ponad sto restauracji serwujących polskie dania, a Polacy są jedną z największych grup narodowych pracujących w gastronomii.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Polacy podbili Wielką Brytanię. Chlebem, pierogami i... piwem

PODZIEL SIĘ


Autor: PAP/jm

12 wrz 2015 12:01


Kiedy na początku roku telewizyjny kucharz BBC Nigel Slater chciał pokazać, jaki wkład w smaki Wielkiej Brytanii mają imigranci, poprosił o pomoc Rafaela Paszendę, właściciela jednej z londyńskich firm, produkujących pierogi.

Według Paszendy dużo się zmieniło, od kiedy weszliśmy do UE. - Kiedy zaczynaliśmy w 2007 r., ludzie patrzyli nieufnie na polskie jedzenie. Wysyłali jedną osobę na próbę, nie wiedzieli, czego oczekiwać. Dzisiaj każdy ma polskiego sąsiada czy kolegę z pracy. Każdy zna kogoś, kto może opowiedzieć o pierogach, bigosie, kiełbasach, gołąbkach. Anglicy przestali się tego bać, a wręcz zakochali się w naszych daniach - podkreśla Paszenda.

Dziś jego firma zatrudnia kilkanaście osób, a pierogi można zamówić przez internet lub kupić w wielu lokalnych sklepach. - Zaryzykowałbym stwierdzenie, że Polacy nie są już największą grupą naszych odbiorców - przyznaje Paszenda.

Pierogi i polskie piwo hitem w UK

Zgadza się z nim Australijczyk John Clark, który w 1997 r. założył w centrum Londynu bistro, w którym można zamówić m.in. polskie pierogi. - Pierogi są prawdziwym hitem, szczególnie jako szybki posiłek przy okazji weekendowego wypadu na imprezę. Nie ma bezpieczniejszego modelu biznesowego niż oferowanie za kilka funtów talerza pierogów, a do tego kufla piwa lub kieliszka polskiej wódki - żartuje. Według badań Mintel Research polskie piwa są w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych marek piwnych na Wyspach.

Historia prowadzonego przez Clarka bistro jest równie nieszablonowa jak jego właściciel. - W połowie lat 90. pracowałem w jednym z londyńskich hoteli, razem z wieloma imigrantami z całego świata: Hiszpanami, Włochami, Australijczykami. Wśród nich była Beata z Rzeszowa, która kiedyś zabrała nas na pierogi do jednej z nielicznych restauracji tzw. powojennej emigracji. I tak się zaczęło. Nigdy wcześniej nie byłem w Polsce, ale wiedziałem, że sprawdzę się w serwowaniu polskich smaków - opowiada John. Dziś zatrudnia kilka osób, w większości Polaków. - Nad kuchnią czuwają pani Halinka i pani Bożenka - to chyba klasyczne polskie imiona, prawda? - uśmiecha się.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.