Internetowy ekshibicjonizm. Jak dbać o swoją prywatność w sieci?

To dziwne uczucie, kiedy wydaje się nam, że jesteśmy śledzeni. Instynkt podpowiada, żeby sprawdzić, czy ktoś nas obserwuje. – W rzeczywistym świecie zachowujemy ostrożność, ale dlaczego nie robimy tego w Internecie?
REKLAMA
Puls HR Puls HR

Internetowy ekshibicjonizm. Jak dbać o swoją prywatność w sieci?

PODZIEL SIĘ


Autor: jm

1 wrz 2016 16:51


Co chwila miliony użytkowników zostawiają po sobie ślady na stronach internetowych. Kliknięcie w daną reklamę, otworzenie interesującego linku, a nawet wchodzenie na zaufane witryny – to wszystko jest rejestrowane najczęściej za naszą zgodą, jednak mało kto zdaje sobie z tego sprawę. I choć podświadomie można się tego domyślać, nie zaprzątamy sobie tym głowy i „scrolujemy” kolejne strony. Kiedy mówimy o zbieraniu danych w Internecie, najczęściej zakładamy, że chodzi o numery kart, adresy i maile. A co, jeśli strony wiedzą co lubimy i co nas interesuje?

Prawdopodobnie każdy uniósł kiedyś brew w zdziwieniu widząc na tym czy innym portalu reklamę produktu. Produktu, który dopiero co oglądał w zupełnie innym, niezależnym sklepie internetowym. Ostatnio wiele mówi się o screenie strony niezalezna.pl zamieszczonym na Twitterze Tomasza Lisa. Opinia publiczna dyskutuje o tym, czy dziennikarz faktycznie wchodził na serwisy randkowe.

- To, że zobaczył na stronie akurat taki baner, jeszcze o niczym nie świadczy, ponieważ istnieją różne sposoby kierowania reklam. Jedną z nich jest tzw. retargeting – reklama wyświetla się osobom, które oglądały wcześniej konkretne towary - wyjaśnia Maciej Aniserowicz, bloger programistyczny, twórca podcasta programistycznego: DevTalk oraz jeden z liderów Białostockiej Grupy .NET.

- Reklamy mogą też pojawiać się na stronach powiązanych tematycznie lub wyłącznie odbiorcom, którzy zostali zdefiniowani w kampanii. Reklamodawca może też ustawić reklamę tak, aby wyświetlała się jak największej liczbie użytkowników, bez sprecyzowanych kryteriów - dodaje.

Wiedza to potęga

Nie musimy być ofiarami ataku „hakerów”, żeby nasze informacje dostały się w ręce, o których nawet nie wiemy. Wchodząc na przykład na czyjegoś Facebooka, niejeden „detektyw” może szybko stwierdzić, jakiej muzyki słuchamy, co jemy, gdzie się bawimy, z kim lub gdzie mieszkamy. I dzieje się tak, bo ktoś zapomniał kliknąć odpowiednią opcję w zakładce „prywatność”.

Co więcej, jest możliwe śledzenie również ruchu naszego kursora i historii przeglądarki, a stąd już niewielki krok do tego, żeby wiedzieć o nas wszystko. – Zebrane informacje są kluczowe do efektywnego działania procesu sprzedaży i profesjonalnej interakcji z klientami. Dzięki dokładnemu profilowi każdego klienta, firmy są w stanie dostosować do niego swoją ofertę. Znając potrzeby i analizując trendy mogą próbować nam, klientom... dogodzić – tłumaczy Maciej Aniserowicz.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA