Agent Tomek? Taki trochę burak, ale... wśród menedżerów się nie wyróżniał

- Ci ludzie dysponowali profesjonalnym, dobrze zorganizowanym zapleczem, które byłoby w stanie zmanipulować każdą osobę - mówi w rozmowie z portalem MenStream.pl były szef Wydawnictw Naukowo-Technicznych, bohater głośnej prowokacji CBA z 2009 roku.
REKLAMA
Puls HR Puls HR

Agent Tomek? Taki trochę burak, ale... wśród menedżerów się nie wyróżniał

PODZIEL SIĘ


Autor: gog

7 cze 2013 14:08


Bogusław Seredyński wygrał właśnie od Skarbu Państwa 400 tysięcy złotych odszkodowania i 50 tysięcy złotych zadośćuczynienia. Sąd uznał, że skierowana przeciwko niemu akcja CBA była nielegalna, a on sam jest niewinny stawianych mu zarzutów łapówkarskich. To ta sama sprawa, w którą zamieszana była Weronika Marczuk.

W rozmowie z MenStream.pl Bogusław Serdyński odsłania kulisy akcji CBA i zdradza, jak to się stało, że pewnego dnia obudził się z kopertą, w której było 10 tysięcy euro. Opowiada, jak agent Tomek, dzisiaj poseł PiS, podszywając się pod biznesmena, stopniowo zdobywał jego zaufanie, tylko po to, by wciągnąć go w prowokację CBA.

Agent Tomek wraz z drugim funkcjonariuszem CBA grali przedsiębiorców zainteresowanych prywatyzacją Wydawnictw Naukowo-Technicznych. Jak opisuje Seredyński, sypali pieniędzmi na lewo i prawo. - Opowiadali o tym, że najpierw robili biznes w Londynie. Potem była legenda o tym, że kupili i wyremontowali hotel w Chorwacji. A gdy go z dużym zyskiem sprzedali, to kupili całe osiedle na hiszpańskim wybrzeżu od upadającego dewelopera - mówi były szef WNT. I co ciekawe, na wszystko mieli dokumenty potwierdzające, że to, co mówili, było prawdą.

Seredyński opisuje również spotkanie, po którym został zatrzymany za łapówkarstwo: - Zaprosili mnie kiedyś do restauracji, potem chciałem się zrewanżować i zaprosiłem ich na whisky. A potem już poszło. Piliśmy. A ponieważ rzadko piję i mam słabą głowę, to mocno szumiało mi w czubie. Dzisiaj nie mogę też wykluczyć działania jakichś innych środków odurzających. W trakcie spotkania kilka razy wciskali mi kasę, ale odmawiałem. Mówili, że doskonale wiedzą, że jak się nie posmaruje, to się nie pojedzie. Potem wróciliśmy do mieszkania na warszawskim Powiślu, które wówczas wynajmowałem, no i po raz pierwszy w życiu urwał mi się film - zdradza były prezes WNT.

W rozmowie z MenStream.pl zarzuca CBA, że jego agenci zniszczyli całą jego karierę zawodową. Chociaż dowiódł swojej niewinności, to od czterech lat nie może znaleźć pracy, bo nikt nie chce zatrudnić osoby, która była zamieszana w sprawę CBA. - Chodzę ze znamieniem na czole. Ludzie boją się zbliżyć, bo wiedzą, że w coś byłem zamieszany. Jak w tym powiedzeniu: nieważne, czy ukradł czy jego okradli, ale był zamieszany w kradzież. Po wielu latach zostawiła mnie kobieta, zmarli moi rodzice. Ale została przy mnie garstka najbliższych przyjaciół. Tych, którzy nie zwątpili - mówi.

I jasno wyraża swoje zdanie o agencie Tomku: - Taki trochę burak. Prostacki, prymitywny. Ale wie Pan, ja byłem menedżerem przez wiele lat. Spotykałem wielu ludzi i on jakoś się w tym zacnym towarzystwie nie wyróżniał.

Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA