Wybory samorządowe 2014. Wygrali, teraz muszą się przygotować na kolejną walkę

Pracuje śmiesznie mało, a do tego stołuje się w restauracjach za nasze pieniądze, wozi służbowym samochodem i zarabia nieprzyzwoicie dużo – na takie krytyczne uwagi mieszkańców powinien się przygotować każdy nowy włodarz miasta.
REKLAMA
Puls HR Puls HR

Wybory samorządowe 2014. Wygrali, teraz muszą się przygotować na kolejną walkę

PODZIEL SIĘ


Autor: Jolanta Miśków, Justyna Koc

26 lis 2014 13:33


A jak to jest naprawdę? Czy faktycznie bycie wójtem, burmistrzem, prezydentem to sielanka? Wszystko zależy od indywidualnego podejścia włodarza do swoich zadań. Zdarzają się tacy, których obecność w urzędzie jest na tyle sporadyczna, że staje się wielkim świętem.

– Mamy nienormowany czas pracy i oczywiście są tacy włodarze, którzy potrafią to wykorzystywać i trudno ich zastać w urzędzie. Ale nie tędy droga – mówi Andrzej Zabłocki, burmistrz Witnicy z 24-letnim stażem.

Czytaj też: Czteroelementowa pensja i inne dodatki płacowe. Tak wyglądają zarobki włodarzy miast

– Praca osiem godzin dziennie, żeby wszystko działało to jest norma. Jednak zdecydowana większość moich kolegów pracuje po 12 godzin dziennie. Oni traktują swoją gminę jak własną firmę, którą trzeba dobrze zarządzać i rozwijać. A w żadnej firmie prywatnej jej właściciel nie pracuje osiem godzin dziennie. To jest po prostu niemożliwe – tłumaczy.

Jak przekonuje burmistrz Witnicy, w urzędzie można go zastać codziennie, a pracę zaczyna o 7.30, tak jak wszyscy urzędnicy. – Trzeba pamiętać, że burmistrz jest też szefem i musi dawać przykład swoim ludziom – podkreśla.

Zgodnie ze swoim grafikiem w poniedziałki przyjmuje interesantów i jest do dyspozycji mieszkańców Witnicy, a np. we wtorki zajmuje się kwestiami ładu i czystości w miejscowości liczącej 7 tys. mieszkańców. Jednak osiem godzin dziennie pracy to nie koniec.

Czytaj też: Chcesz pracować 10 godzin w miesiącu? Zostań radnym

– W przypadku pełnienia funkcji burmistrza, wójta czy prezydenta, trzeba do czasu pracy wliczyć również wszystkie imprezy okolicznościowe, eventy czy inicjatywy mieszkańców na które włodarz jest zapraszany i w których powinien brać udział. Jest to więc też praca w soboty i w niedziele – wyjaśnia Zabłocki.

Że o weekendach rządzący miastami mogą zapomnieć, potwierdza Waldemar Górczyński, wójt Pszczewa z kilkunastoletnim stażem.

– Zaczynam pracę rano razem z innym urzędnikami, a kończę zazwyczaj późnym wieczorem. Do tego dochodzą weekendy, które w większości spędzam w pracy. Nie otrzymuję dodatkowych pieniędzy za nadgodziny – mówi.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA