Wiceminister Jarosław Zieliński poda się do dymisji?

• Jeżeliby moje odejście ze stanowiska przyczyniło się do poprawy bezpieczeństwa w Polsce, jestem gotowy podać się do dymisji w każdej chwili - zapewnia wiceminister spraw wewnętrznych Jarosław Zieliński, nadzorujący w resorcie służby mundurowe, w tym BOR.
• Uważa jednak, że stałoby się "dokładnie odwrotnie".
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Wiceminister Jarosław Zieliński poda się do dymisji?

PODZIEL SIĘ


Autor: PAP/AT

14 lut 2017 10:05


W jego ocenie służby nie popełniły błędu podczas wypadku z udziałem premier Beaty Szydło.

"Jeżeliby moje odejście ze stanowiska przyczyniło się do poprawy bezpieczeństwa w Polsce, jestem gotowy w każdej chwili. (..) Natomiast mam wrażenie, że byłoby dokładnie odwrotnie" - powiedział Zieliński w porannym wywiadzie dla Radia ZET.

"Wkładam swoją cząstkę w poprawę bezpieczeństwa, ale jeśli moje odejście i przejście do pracy poselskiej a nie rządowej poprawiłoby bezpieczeństwo (...) to proszę bardzo" - dodał. Jest pan gotów odejść? - dopytywał prowadzący program. "W każdej chwili" - odparł Zieliński.

Powiedział jednak, że po analizach od początku zdarzenia w Oświęcimiu taka myśl o odejściu nie powstała, ponieważ nie widzi winy ani swojej ani BOR-u w tej sprawie. "Ani swojej, ani ministra Błaszczaka, którego obciążają nieprzyjazne media i środowiska opozycyjne, ani szefa Biura Ochrony Rządu i myślę, że także funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu" - stwierdził.

Czytaj też: Szef MSWiA Mariusz Błaszczak zostanie odwołany?

Pytany, czy całą winę za to zdarzenie ponosi 21-letni kierowca seicento, który skręcając w lewo wjechał w samochód z panią premier, Zieliński odpowiedział, że "daleki jest od odsądzania tego młodego człowieka od czci i wiary, ale jednak ta sytuacja drogowa, jaka miała miejsce, była spowodowana jego błędem".

Pytany, czy BOR nie weźmie choć cząstki winy za to zdarzenie na siebie odpowiedział, że na dzisiaj takiej winy nie widzi, a od oceny tego wydarzenia jest prokurator.

"Funkcjonariusze BOR robili co można, żeby zapewnić bezpieczeństwo pani premier, a kierowca samochodu, którym była przewożona pani premier (...), wykonał właściwy manewr, bo gdyby wykonał ten manewr, który sugerowany jest przez pseudoznawców tego zagadnienia (staranowanie seicento - red.), ten chłopak by już dzisiaj nie żył" - ocenił wiceszef MSWiA. "Wtedy byłoby dopiero naprawdę tragicznie" - dodał.

Powiedział, że jego zdaniem kolumna jechała z prędkością 50-60 km na godzinę. Poinformował, że w pierwszym i ostatnim samochodzie nie było zapisu prędkości, z jaką jechały pojazdy. To czy był w samochodzie wiozącym premier jest wyjaśniane, czy da się odczytać.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.