Były pracownik ZUS: takiej pracy nie życzę największemu wrogowi

Pracował w ZUS 10 lat zanim zdecydował się odejść. Przez ten czas jego wynagrodzenie wzrosło do 2280 zł brutto miesięcznie.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Były pracownik ZUS: takiej pracy nie życzę największemu wrogowi

PODZIEL SIĘ


Autor: jm

13 sty 2014 15:28


Według byłego urzędnika, 80 proc. zatrudnionych w ZUS-ie otrzymuje wynagrodzenie w podobnej wysokości. Dziś zarabia już na własnej działalności, a pieniądze odkłada w prywatnym funduszu emerytalnym.

Urzędnik, który w strukturach ZUS tkwił od 2003 r. do września 2013 r., opowiedział o swoim doświadczeniu pracy w tej instytucji użytkownikom serwisu Wykop.pl. Odparł zarzuty internautów, że w ZUS-ie pracę można dostać tylko po znajomości, ponieważ sam jest przykładem osoby, która dostała się tam poprzez urząd pracy, na staż.

Nie zaprzecza jednak, że nepotyzm w ZUS-ie nie istnieje. Trudno jednak określić jego skalę. W oddziale, w którym pracował, zatrudnionych było 1800 osób - trudno więc, aby wszyscy byli rodziną.

Co z zarobkami? Większość pracowników zarabia od 2 tys. do 2,4 tys. zł brutto miesięcznie. Ich budżet zasilany jest jednak dodatkowo co kwartał - nagrodami w wysokości od 300 do 700 zł. Zasady ich przyznawania? Zależne od wielu czynników - powiedział były urzędnik.

W oddziale, w którym pracował wypowiadający się na forum eks-urzędnik, zlikwidowano stanowiska kierownicze. Pozostał naczelnik wydziału - ten zarabia ok. 5,5 tys. zł brutto.

Urzędnik dodaje, że takiej pracy nie życzy nawet najgorszemu wrogowi. Często nie przyznawał się też przed znajomymi gdzie pracuje, bo było mu wstyd - miejsca pracy i zarobków.

Na pytanie jednego z internautów, ile godzin dziennie poświęca się w ZUS-ie na plotki i picie kawy, odpowiedział: "Zależy od wydziału, akurat w tym, w którym ja byłem, wskazane było posiadanie pampersa".

Dlaczego odszedł? Nie odpowiadała mu atmosfera, zarobki, statystyki, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością i mnóstwo... małomiasteczkowych kobiet.

 

Podobał się artykuł? Podziel się!
ZUS

REKLAMA

122 komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

Aurelia 2018-04-11 06:47:49

A teb stary cap z Pcc powinni go wylać z roboty juz dawno . Nic nie robi lysielec

Maria 2018-04-03 14:35:08

Pracuję 35 lat i zgadzam się w zupełności z przedmówczynią , że większość problemów wynika z kiepskiej organizacji. Nadal na stanowiskach dyrektorskich i naczelników są te same osoby które pracuję po 30 ,35 lat i w obawie o swoje stanowisko nic nie robią tylko skupiają się tylko na statystyce i efektywności .Brak jakiegokolwiek zaangażowania naczelników i zastępców w podziale pracy w Wydziale.Co za tym idzie że część załogi nie może się wyrobić a część siedzi i udaje że pracuje.W ten sposób krzywdząc innych że nie dają sobie rady.Centrala ZUS i Pani Prezes wydaje mi się, że nie ma świadomości jaka jest organizacja pracy w Oddziałach szczególnie Wydziale Świadczeń Emerytalno-Rentowych.Wszystko spada na pracowników na stanowisku opracowania i korespondencji decyzji. Aprobanci liczą tylko na dobrą pracę wprowadzających i naczelnictwo tak samo. I wychodzą z założenia że oni nie muszą "wiedzieć i się znać" Nie ma żadnego wsparcia ze strony przełożonych wszystko się skupia na wprowadzających .Nie ma kogo się poradzić bo wychodzą z założenia że informacja ,przepisy i wytyczne dostajemy na skrzynkę i mamy sami się szkolić .Nie wspomnę już o system informatyczny, który nie działa jak powinien .Mało tego nikt na nim się dobrze nie zna ,bo przecież niektóre osoby nie były na żadnym szkoleniu z aplikacji. A te które były to było szkolenie na sucho przed rozpoczęcie pracy w nowych aplikacjach informatycznych. Do tego jeszcze trzeba się znać na starym systemie ZETO bo założenia są takie że wszyscy robią wszystko"same złote roczki"bo inaczej jesteś betonem i nie nadajesz się do pracy w ZUS . To jest tylko cząstka .

Anna 2018-03-24 16:46:46

Pracuję niecałe pięć lat i zdążyłam się przekonać, że większość problemów wynika z kiepskiej organizacji. Centrala ZUS staje na głowie, żeby przypodobać się klientom, ale cenę za to płacą szeregowi pracownicy. Do Prezesa ZUS do Warszawy nikt nie dzwoni, żeby zwymyślać go (czy też ją) przez telefon, podczas gdy w dla nas jest to codzienność. "Góra" wprowadza zmiany nierzadko zupełnie bez zastanowienia, dodaj do tego system informatyczny, który nie działa jak powinien, sfrustrowanych klientów, którzy swoją wściekłość na firmę wyładowują na tobie przy każdej okazji, szefa skoncentrowanego wyłącznie na statystykach pracy i kiepskie zarobki, a zyskasz kompendium wiedzy o ZUS. Mimo wszystko większość z nas nie rezygnuje. Dlaczego? Bo nawet naszą pracę ktoś musi wykonywać. Poza tym rynek pracy w mniejszych miastach jest na tyle tragiczny, że ZUS to po prostu jedyna możliwa opcja.