Praca w sieciach handlowych: Ludzie mają już dość. Możliwe protesty

Ponad milion pracowników sieci handlowych w Polsce ma już dosyć harówy. Lada moment mogą wybuchnąć masowe protesty – twierdzą związkowcy. Dotarliśmy do pracownicy jednego ze spożywczych dyskontów, która opowiedziała nam, jak naprawdę wygląda praca w handlu.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Praca w sieciach handlowych: Ludzie mają już dość. Możliwe protesty

PODZIEL SIĘ


Autor: Jolanta Miśków

10 mar 2015 5:04


W ciągu najbliższych dwóch tygodni handlowa sekcja NSZZ "Solidarność" przeprowadzi sondaż, który pokaże, czy pracownicy handlu są gotowi protestować i w jakiej formie. Pani jest gotowa?

Kasjerka, od ośmiu lat pracuje w jednym z dyskontów spożywczych: – Oczywiście! Żyjemy w czasach, w których niewolnictwo sięga zenitu. I to w myśl prawa. Niezadowolenie społeczne rośnie i to tylko kwestia czasu, kiedy wybuchnie.

Jeśli do tego faktycznie dojdzie, co się będzie wówczas działo?

– Będziemy protestować przed Sejmem, przed centrami dystrybucyjnymi. W sklepach zorganizujemy akcję Grosz, będziemy blokować kasy przez płacenie groszówkami. Będziemy też prowadzić akcje uświadamiające klientów. Sposobów jest wiele. A protestować musimy, bo praca w handlu to czysty wyzysk.

Pracuje pani na kasie osiem lat. Ile pani zarabia?

– Dostaję 1700 zł na rękę.

To chyba nie najgorzej? Są osoby, które pracują za najniższą krajową i mogą liczyć na 1750 zł brutto.

– Ta pensja jest godziwa, ale pod warunkiem, że nie oznacza pracy za trzech. A u nas tak właśnie jest. W sklepie, w którym pracuję, jest siedem stanowisk kasowych. Na każdej zmianie pracują tylko trzy kasjerki i kierownik, który zajmuje się zamówieniami, przyjmowaniem towaru, zwrotami, cenami itd. To, że jestem kasjerką, wcale nie oznacza, że pracuję tylko na kasie.

Robimy dosłownie wszystko. Wykładamy towar, dbamy o warzywa, ekspozycje z kwiatami, wypiekamy pieczywo, pieczemy kurczaki, sprzątamy. Na tak wiele obowiązków obsada sklepu jest stanowczo za mała. Obrywa nam się też od klientów, którzy muszą stać w kolejkach. Bo na kim mają wyładować swoją złość, jak nie na kasjerce? A my musimy być w co najmniej w dwóch miejscach jednocześnie – na kasie, bo kolejka, i na sklepie, bo była dostawa i towar trzeba wyłożyć na półki. Przecież klient nie może się potykać o paletę. Mamy też premię motywacyjną – 30 zł miesięcznie. Ale wystarczy jeden dzień nieobecności i po premii.

W innych sieciach jest podobnie?

– Bywa gorzej. U nas przynajmniej, jak mamy pracować od 6 do 14, to tak pracujemy, a jeśli zdarzą się nadgodziny, to są normalnie rozliczane. Ale znam miejsca, gdzie trzeba prosić o zgodę na wyjście o 14, bo jak się, ot tak, po prostu skończy pracę i wyjdzie, to można dostać naganę.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

5 komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

Marysia 2015-03-20 22:34:48

Podpisuję się obiema rękami za tym co jest wyżej napisane ! Pierwszy strajk był by skuteczny przed Świętami ! Działajmy !

WK 2015-03-19 14:54:30

30 złotych "premii" motywacyjnej na miesiąc to prostu obraźliwa stawka.

glews 2015-03-19 12:43:09

Pewnie Seba to popychacz kapo, co to uważa, że kapitalizm tak wygląda! A ja pracowałem w Danii, i po roku pracy nie dość, że miałem pełny socjal, to dostałem jeszcze 8500 tys koron na urlop, żebym wypoczął i dobrze pracował! A w tym bantustanie jak nie wyjdziesz na ulicę z pałką i benzyną, to robisz za Mrówkę Z