Praca w gastronomii jest, ale kelnerów i kucharzy jak na lekarstwo

Wiosna i sezon ogródkowy zbliża się wielkimi krokami. Dla właścicieli restauracji i barów to czas nie tylko szansy na zwiększenie obrotów, ale i konieczności znalezienia większej liczby rąk do pracy. Tymczasem, jak się okazuje, już teraz są z tym spore kłopoty.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Praca w gastronomii jest, ale kelnerów i kucharzy jak na lekarstwo

PODZIEL SIĘ


Autor: Jolanta Miśków

9 mar 2017 13:19


Trudno oszacować jak wiele osób pracuje w branży gastronomicznej w Polsce. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w styczniu tego roku, w sektorze przedsiębiorstw w branży zakwaterowanie i gastronomia pracowały 114 072 osoby. W całej gospodarce narodowej, sektor ten w 2015 r. zatrudniał 201 541 osób. Mowa tu jednak tylko o etatach - nie wiadomo, ile osób pracuje w oparciu o umowy cywilnoprawne. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że w 2015 r. było w Polsce (wg danych GUS) 5587 restauracji, 5413 barów, 1863 stołówki i 5748 punktów gastronomicznych, skala zatrudnienia w branży jest o wiele większa.

Pewne jest jedno, u progu nowego sezonu: pracodawcy z branży coraz wyraźniej alarmują, że brakuje im rąk do pracy.

Polacy nie chcą być kelnerami

Powodów dla których właścicielom punktów gastronomicznych coraz trudniej jest znaleźć właściwych pracowników jest wiele. Pierwszy – utrzymująca się od dłuższego czasu na rynku niska stopa bezrobocia, która wpędziła w kadrowe tarapaty pracodawców z różnych branż, nie tylko z gastronomii.

Drugi – Polacy nie chcą pracować jako kelnerzy lub zatrudniać się w restauracyjnych kuchniach. – Mamy do czynienia z podobną sytuacją, którą mogliśmy zaobserwować jeszcze kilka lat temu w Wielkiej Brytanii. Polacy coraz częściej mówią „nie chcę być kelnerem, kelnerką” albo „nie chcę pracować za takie pieniądze” – mówi Jacek Olejarz, executive manager HRK.

- Wielu myśli, że to jest łatwy kawałek chleba, a tak nie jest. Jak ktoś usłyszy, że trzeba być od szóstej rano do 24 na nogach, to już nie chce się zatrudniać w restauracji. Ja pracowałem kilka lat za granicą, w Wielkiej Brytanii, we Francji, więc może też na to inaczej patrzę, bo nie było tak, że ktoś przychodził na osiem godzin, odbijał kartę i wychodził, tylko robił to, co musiał zrobić i dopiero kończył pracę – mówi z kolei Bartosz Gadzina, szef kuchni i właściciel Beksien Restauracja.

Oczywiście praca w gastronomii wiąże się często z dużym wysiłkiem fizycznym i długimi godzinami spędzonymi na nogach, co zniechęca wiele osób. Niektórzy nie wiedzą jednak, że jako kelner czy kelnerka bądź na wyższych stanowiskach można liczyć na naprawdę dobre zarobki.

– W przypadku Warszawy – mam tu na myśli restauracje, a nie małe punkty gastronomiczne – podstawa pensji wynosi od 1,5 do 2 tys. zł netto, ale napiwki to nawet 2-4 tys. zł. To oczywiście zależy również od liczby przepracowanych godzin. Jeśli chodzi o mniejsze punkty gastronomiczne, możemy mówić o 1,2 tys. zł podstawy – mówi Olejarz.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

1 komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

black 2017-03-10 11:53:53

Bo kto by chciał tyrę odstawiac w gastro? To ja 100 razy bardziej wolę do jakiegoś ME isc i po ludzku pracowac...

REKLAMA