Szkolenia unijne EFS zepsuły rynek i reputację firm szkoleniowych? Na dwoje babka wróżyła

– Po wprowadzeniu finansowania z Europejskiego Funduszu Społecznego część firm szkoleniowych zaczęła pracować na ilość, nie na jakość. Oprócz zawodowych trenerów zaczęły zatrudniać studentów, nie obawiając się przy tym odpowiedzialności – opowiada Grzegorz Róziewicz, trener automotywacji.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Szkolenia unijne EFS zepsuły rynek i reputację firm szkoleniowych? Na dwoje babka wróżyła

PODZIEL SIĘ


Autor: Jakub Prokop

24 lis 2015 14:39


Szkolenia finansowane z Europejskiego Funduszu Społecznego w założeniu mają rozwijać ludzi i pomagać im w znalezieniu pracy. Niektórzy uważają jednak, że zepsuły one rynek szkoleniowy. Zgadza się pan?

Grzegorz Róziewicz, trener automotywacji, zarządzania i komunikacji, sprzedaży oraz negocjacji Centrum Kreowania Liderów: – Kiedy zaczynały się projekty EFS-owe wspierające rynek szkoleniowy, pełniłem funkcję dyrektora obszaru „przywództwo i rozwój menadżerski” jednej z największych firm szkoleniowych w Polsce. I powiem, że z ogromną nadzieją czekaliśmy na tę możliwość. To był rok – mniej więcej – 2007.

Przed EFS-ami jedyną możliwością rozwoju pracowników były dla firm szkolenia komercyjne. Czyli firma płaci za rozwój umiejętności uczestników. W wielu przypadkach była to bariera. Nie dla dużych korporacji, ale małe i średnie przedsiębiorstwa nie korzystały z takich form z powodu braku budżetu.

Dlaczego? Jeżeli chodzi o szkolenia twarde, czyli obowiązkowe – jak BHP – albo specjalistyczne, jak nauka Excela, to w miarę szybko można sprawdzić przyrost wiedzy. Przychodzi pracownik bez umiejętności, wychodzi – i powinien umieć dany program obsługiwać. W szkoleniach miękkich nie ma takich „szybkich wskaźników”. Przyrost umiejętności często można zmierzyć dopiero po dłuższym czasie. Wielu prywatnych przedsiębiorców nie korzystało z takich form, nie wierząc w ich efektywność.

Szkolenia EFS-owe przede wszystkim otworzyły furtkę dla tych firm, których wcześniej nie było na nie stać. My, szkoleniowcy, bardzo się z tego cieszyliśmy. Mieliśmy przygotowane narzędzia i programy, a przedsiębiorcy odmawiali nam, podając jako powód brak funduszy. Pierwszy okres był bardzo pozytywny. Więc czy rozwinęły? Uważam, że tak. Przyczyniły się do tego, że firmy, których nie było stać albo nie do końca wierzyły w skuteczność – nic nie ryzykowały.

Ale zawsze są dwie strony.

Oczywiście. Przez duży popyt na szkolenia unijne powstało dużo firm szkoleniowych. Teraz jest ich na rynku ok. 2,5 tys. Część z nich zaczęła pracować na ilość, nie na jakość. Oprócz zawodowych szkoleniowców niektóre firmy zaczęły zatrudniać studentów, niewykwalifikowanych trenerów, którzy nie mogli przekazać wiedzy i kompetencji w odpowiednim stopniu uczestnikom.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.