Dwa albo dwieście metrów nad ziemią, czyli szkolenie w dowolnej wersji

Może być wyprawa do lasu, spływ kajakiem, wspinaczka górska, paintball albo dzień na planie filmowym. Pomysł na spędzenie dnia wolnego? Nie. Na szkolenie pracowników.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Dwa albo dwieście metrów nad ziemią, czyli szkolenie w dowolnej wersji

PODZIEL SIĘ


Autor: Jolanta Miśków

24 maj 2013 8:01


Do niedawna szkolenia poza salami konferencyjnymi - wypady na paintballa czy quady - postrzegane były jako wydarzenia integracyjne. Teraz firmy dostrzegają w outdorze coś więcej niż tylko rozrywkę i integrację.

- Coraz częściej realizujemy projekty, w których nasi klienci ściśle nakreślają cele do zrealizowania. Ostatnio klient poprosił mnie o zbudowanie centrum rozwoju, czyli klasycznego development center, w formie outdooru - mówi Ilona Krawczyk, szefowa Focus Team Building. - Oznacza to, że rola outdooru jako narzędzia szkoleniowego jest coraz bardziej doceniana - mówi.

Czy to oznacza, że szkolenie pracowników w plenerze jest bardziej skuteczne od tradycyjnych form? - To tak jakby zapytać o to, czy młotek jest bardziej skuteczny od śrubokręta - mówi Rafał Szczepanik, prezes Training Projects. - A odpowiedź jest następująca: młotek jest bardziej skuteczny od śrubokręta, kiedy chodzi o wbijanie gwoździ, ale kiedy chodzi o wkręcanie śrubek, to o wiele lepiej sprawdzi się śrubokręt - tłumaczy.

Outdoor jest zatem lepiej dobranym narzędziem, jeśli chodzi o szeroko rozumiane kompetencje społeczne - umiejętność pracy w zespole, komunikacji, zarządzania, podejmowania decyzji czy kierowania projektami.

Ilona Krawczyk wyróżnia trzy poziomy szkoleń outdorowych: pleasure, adventure i extreme. Pierwszy jest nastawiony na przyjemną formę spędzania czasu podczas szkolenia, np. wędrując po lesie czy grając w podchody. Adventure musi mieć już w sobie coś z przygody, zastrzyk adrenaliny, dlatego przed uczestnikami stawia się wyzwania. Może to być wspinaczka, zjazdy na linach czy mosty linowe.

Można też bawić się w mieście. - Dwa, trzy lata temu zrobił się boom na gry miejskie - mówi Krawczyk. - Nie lubię tego określenia, bo kojarzy się z centrum dużego miasta, a tak naprawdę są to gry projektowane w fajnych miasteczkach typu Sandomierz, Kazimierz Dolny czy Karpacz. Zadania uczestników są różnorodne, ale nierzadko wymagają odwagi, bo na przykład trzeba pójść do urzędu i dowiedzieć się, jakim samochodem jeździ burmistrz - mówi.

Na poziomie extreme może się już dziać dosłownie wszystko, a poziom adrenaliny sięgać zenitu. Firmy szkoleniowe proponują m.in. skoki na bungee, nurkowanie, lot paralotnią czy rajdy off-road.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

REKLAMA