Dlaczego szkoły i PUP słabo nadążają za rynkiem pracy? Samorządy się boją, a urzędnicy zajmują się nie tymi, kim powinni

Kreowanie lokalnego systemu edukacji i powiatowe urzędy pracy to narzędzia, jakimi samorządy mogą wpływać na rynek pracy. Problem w tym, że do tej pory nie do końca z nich korzystały.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Dlaczego szkoły i PUP słabo nadążają za rynkiem pracy? Samorządy się boją, a urzędnicy zajmują się nie tymi, kim powinni

PODZIEL SIĘ


Autor: Agnieszka Widera

13 paź 2015 10:50


Śląskie samorządy już od dłuższego czasu rozmawiają o wspólnym dostosowywaniu systemu szkolnictwa zawodowego do potrzeb rynku. Bo problemów jest sporo.

Szkolnictwo praktyczne efektem współpracy organów prowadzących i przedsiębiorców

– O promocji szkolnictwa zawodowego mówimy od dłuższego czasu w urzędzie marszałkowskim i w śląskim kuratorium oświaty. Tym bardziej że rok 2014/2015 był przez MEN ogłoszony rokiem szkolnictwa zawodowego – podkreśla Dariusz Wilczak, doradca marszałka województwa śląskiego, wicekurator oświaty w Katowicach. – A jest wiele do zrobienia, bo szkoły ponadgimnazjalne promują same siebie i „produkują” bezrobotnych.

Jego zdaniem doradztwo zawodowe powinno odbywać się już w gimnazjach. – Nauczyciele w gimnazjum przygotowują ogólnokształcąco, nie mają pojęcia o nauczaniu zawodowym – dodaje Wilczak.

Oczywiście problem nie dotyczy tylko Śląska.

– W tym roku polski rynek pracy mógł wchłonąć 400 tys. osób z wykształceniem technicznym. Problem w tym, że wchodzących w tym roku na rynek z takim wykształceniem było 150 tys. 400 tys. zaś legitymowało się wykształceniem humanistycznym – wylicza Jerzy Kędziora, dyrektor PUP w Chorzowie. – Urzędy pracy potem muszą niejako naprawiać błędy edukacji i kierować osoby na kursy zawodowe, inwestować w ich przeszkolenie pod kątem zapotrzebowania na rynku pracy – dodaje.

A wystarczyłaby profilaktyka – w tym przypadku ściślejsza współpraca szkół, samorządów – jako organów prowadzących placówki oświatowe z biznesem. – U nas w Chorzowie już się to dzieje, wysyłamy uczniów do zakładów, by mogli dotknąć narzędzi, zobaczyć, jak praca wygląda na co dzień – podkreśla Kędziora.

Samorządy boją się zamykać licea?

– To jest w gestii organów prowadzących szkoły – mówi z kolei Jacek Kwiatkowski, prezes Zakładu Doskonalenia Zawodowego w Katowicach. – Ale system oświaty pozaszkolnej bywa bardziej efektywny i elastyczny niż szkolny. Samorządowcy bowiem dość często obawiają się podejmować decyzje, które mogą skutkować likwidacją szkół czy klas.

– Znam przypadki, gdy diametralnie zmieniano preferencje i plany naboru do szkół średnich. Np. miały być dwie klasy technikum i dwie klasy liceum ogólnokształcącego, koniec końców zostawały cztery klasy LO i żadna technikum. Oczywiście jednym z powodów była moda, młodzież garnie się do ogólniaka, ale winna jest też struktura nauczania i Karta Nauczyciela – dodaje.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

Nie ma jeszcze komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.