Czy studia są coś warte?

Media biją na alarm, pisząc o pokoleniu młodych ludzi, urodzonych w latach dziewięćdziesiątych jako o „straconym” czy „oszukanym”. Czy rzeczywiście warto rozdzierać szaty?
REKLAMA


Puls HR Puls HR

Czy studia są coś warte?

PODZIEL SIĘ


Autor: Anna Palewicz

25 lut 2015 6:58


Pokolenie Y, czyli urodzone na przełomie lat 80. i 90., oraz wyodrębnione z niego pokolenie Z, wkraczające obecnie w dorosłość i na rynek pracy, to w Polsce młodzież nie pamiętająca czasów PRL, wychowana w warunkach wolnego rynku.

Millenialsi, jak także się ich nazywa, to młodzi, dla których świat nowych technologii jest środowiskiem naturalnym, wyzbyci są kompleksów wobec świata zachodniego, który dzięki internetowi i możliwości swobodnego poruszania po Unii Europejskiej mają na wyciągnięcie ręki.

Według raportu o stanie edukacji 2013 Instytutu Badań Edukacyjnych pokolenie urodzone w latach dziewięćdziesiątych ma duży wpływ na przyrost odsetka Polaków z wyższym wykształceniem. Jeszcze w 2000 roku zaledwie 11,5 proc. populacji w wieku 25-64 lat miało wykształcenie wyższe, podczas gdy w 2012 roku ta proporcja osiągnęła 25 proc. i bliska była średniemu wynikowi dla krajów członkowskich OECD.

Jak studia i dyplom wyższej uczelni przekłada się na funkcjonowanie pokolenia Y na rynku pracy?

Anna Kucharska, starszy konsultant łódzkiego biura Randstad, zauważa, że dzisiejsi absolwenci wyższych uczelni, a nawet ci jeszcze studiujący, są z pewnością bardziej roszczeniowi od swoich poprzedników.

– To z pewnością także kwestia wychowania i powtarzania im przez rodziców, że są najlepsi – mówi Kucharska. – Jest jednak też dobra strona takiego wychowania – podkreśla. – Nie mają kompleksów, wcześniej niż ich starsi koledzy zaczynają wchodzić na rynek pracy. Świetnie odnajdują się w nowych technologiach, najczęściej znają więcej niż jeden język obcy, a angielski większość z nich w stopniu bardzo dobrym.

Jej zdaniem ich roszczeniowość, oczywiście bardzo uogólniając, polega jednak na tym, że często świeżo po studiach, kończąc np. kierunek humanistyczny, ale też ekonomiczny, starają się na wysokie stanowiska, nie mając jeszcze doświadczenia.

Są jednak dużo bardziej świadomi tego, jak chcieliby, by wyglądała ich ścieżka kariery niż np. pokolenie X, które często po otrzymaniu dyplomu magistra zachowywało się jak dzieci we mgle. Ponadto są bardziej światowi, kosmopolityczni, do czego z pewnością przyczyniło się uczestnictwo w programach typu Erasmus oraz media społecznościowe.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

1 komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

Uprzedzony 2015-02-26 10:56:05

X, Y i Z - bezsensowne literki. Od początku: To, co się określa w Polsce jako generacja X, czyli osoby urodzone gdzieś pod koniec lat 70. lub na początku 80., powinno być raczej określane jako pokolenie MTV czy kolorowych gazet. Jednocześnie przez fakt edukacji najwcześniejszej, która odbywała się w późnym PRL-u, to pokolenie było w pewnym sensie upośledzone ze względu na brak wiary w siebie i pewności (w masie, bo oczywiście są wyjątki). Ludzie z tego pokolenia po prostu już załapali się na "oczopląs" tzw. wolnej Polski jednocześnie zderzając się ze ścianą w postaci 19-procentowego bezrobocia (okolice 2000r.). Do tego te cechy wyniesione z wczesnej edukacji nie pozwalały ludziom funkcjonować tak, jak chcieli (oczywiście z wyjątkami). To pokolenie więc mając jeszcze jakieś tam marzenia, musiało się pogodzić w większości z tym, że się "lubi, co się ma". To, co jest tzw. pokoleniem Y to już ludzie całkowicie wykształceni w tej wolnej Polsce z gospodarką rynkową. Od początku są skupieni na tym, żeby im się opłacało wchodzić w jakieś miejsce pracy przede wszystkim. Chwała im za to, że nie zginają karku i znają wszystkie strony kapitalizmu oraz wywierają presję na pracodawcach. Kompetencje powinny kosztować. Stroną ujemną ich nastawienia nie ma sensu się przejmować, bo młodzian zaraz po studiach, nawet w pokoleniu tzw. X tak było, nie jest w stanie uświadomić sobie, jak rozległe są połacie jego niewiedzy. I nie chodzi tu nawet o rynek pracy, też o dziedzinę, w której się kształcił, studia, które kończył. To nie jest pokoleniowe. Z literką Z dajcie sobie siana, jeśli nie wiecie, co ją wyróżnia. A roszczeniowość to głupi termin. Jego etymologia jest idiotyczna. Roszczenia w języku prawnym, to normalna rzecz. Nie jakaś haniebna. No, ale okej, język czasem ma gdzieś logikę, więc nie będę się czepiał. Wracając do złych nawyków literki Y, może warto się czepić reformy edukacji AWS. Skoro tak mało umieją, to też musi mieć jakieś korzenie. Można się na upartego czepić literki Y, że większość nie ma żadnych marzeń szczytnych, tylko interesuje ich cyfra na koncie, ale... Literka X ze swych marzeń też rezygnowała zginając kark. Może zdrowiej jest właśnie ich nie mieć.