Nigdy tak dużo nie zarabialiśmy, ale na tle Europy ciągle jesteśmy biedni


Jakub Prokop - 10 lut 2018 6:00


GUS podał dane na temat przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce. Choć wynik jest najlepszy w historii naszego kraju, ciągle plasujemy się w dolnej części europejskiej tabeli.

Przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej w 2017 r. wyniosło 4271,51 zł – podał Główny Urząd Statystyczny. Realny wzrost w stosunku do 2016 r. wyniósł 3,4 proc. Jeszcze bardziej imponująco wyglądał wzrost w samym czwartym kwartale, gdy przeciętne wynagrodzenie wzrosło o 7,1 proc proc. i wyniosło 4514,83 zł.

Realny wzrost wynagrodzeń uwzględnia wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych, zwany potocznie inflacją. Ten w 2017 r. wzrósł o 2 proc. Oznacza to, że przeciętne wynagrodzenia rosną wyraźnie szybciej niż ceny.

W uproszczeniu - Polacy się bogacą. Podobnie było także w czterech poprzednich latach. Ostatni raz inflacja przegoniła wzrost pensji pod koniec 2012 r. Przeciętne wynagrodzenie wówczas wzrosło o 3,6 proc., a inflacja wyniosła nieco więcej, bo 3,7 proc. 

Niestety na tle innych europejskich krajów sytuacja nie wygląda już tak dobrze.

Daleko od czołówki

Według danych OECD Polska zajmuje dopiero 15 miejsce pod względem zarobków brutto spośród 23 państw Unii Europejskiej (nie licząc Bułgarii, Chorwacji, Rumunii, Malty i Cypru, których sytuacji OECD nie szacuje). Wyprzedzają nas m.in. Słowenia, Włochy i Hiszpania, nie wspominając o Szwajcarii i krajach skandynawskich.

Źródło: OECD Źródło: OECD

Oczywiście, pensja brutto nie jest jedynym wskaźnikiem poziomu życia, a metodologia OECD różni się od metodologii GUS-u. Ta pierwsza instytucja nie prowadzi badań statystycznych, ale dzieli krajową sumę wynagrodzeń przez liczbę pracowników na rynku. Według Organizacji średnio zarabiamy 25,9 tys. dolarów (88,9 tys. zł) rocznie, czyli 2160 dol. (7407 zł) miesięcznie. Jak widać, szacunki różnią się o przeszło połowę, ale tutaj służą tylko porównaniu do innych krajów, a OECD we wszystkich przypadkach liczy to samo.

Co się zmienia?

Dla niektórych pocieszający może być fakt, że w ciągu 14 lat uczestnictwa w strukturach Unii Europejskiej awansowaliśmy z 17 miejsca. Niestety - głównie kosztem spadku innych krajów. Od kryzysu bankowego w 2009 r. systematycznie spadają wynagrodzenia Greków i Portugalczyków. I właśnie te dwa narody - od ok. 2016 r. - zarabiają mniej od nas.

Źródło: OECD Źródło: OECD

Czy już zawsze będziemy skazani na miejsce w peletonie? Być może nie. Do końca 2018 r. nasze Ministerstwo Finansów przewiduje nominalny wzrost wynagrodzeń o 4,7 proc., Komisja Europejska o 5,1 proc., a NBP aż o 6 proc.

Warto też zauważyć, że w przypadku wielu bardziej rozwiniętych gospodarek wzrost płac nie odpowiada wzrostowi PKB. Najbardziej rażącym przykładem jest Luksemburg, w którym KE prognozuje wzrost PKB o 4,4 proc., a realnych wynagrodzeń - tylko o 0,1 proc. W Szwecji te liczby mają wynieść odpowiednio 2,2 i 1,1 proc., we Francji 1,7 i 0,5 proc., a w Wielkiej Brytanii 1,3 i -0,2 proc. (czyli płace spadną).

Źródło: Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie danych Komisji Europejskiej Źródło: Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie danych Komisji Europejskiej

Ta sytuacja nie dotyczy Polski, wobec której KE spodziewa się wzrostu PKB o 3,2 proc., a realnych płac o 3,1 proc. Jeśli uda się utrzymać ten trend, być może w następnych latach sytuacja Polski na tle Europy poprawi się.



www.pulshr.pl | 25-02-2018 12:37:32