"Dzwonię do pana, pani" to słynne słowa Janusza Weissa i dwóch milionów Polaków, którzy pracowali "na słuchawce"

- Możemy z dużym marginesem bezpieczeństwa przyjąć, że na rynku znajdziemy nie mniej niż 2 miliony Polaków, którzy mają w swoim CV doświadczenie pracy w call center – mówi Jacek Barankiewicz, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Marketingu ds. strategicznych, szef grupy Call Center.
REKLAMA


Puls HR Puls HR

"Dzwonię do pana, pani" to słynne słowa Janusza Weissa i dwóch milionów Polaków, którzy pracowali "na słuchawce"

PODZIEL SIĘ


Autor: Jolanta Miśków

29 kwi 2014 6:17


W Polsce, liczba stanowisk call center jest relatywnie duża, porównując ją do wartości innych europejskich państw i ich gospodarek - mowa tu o 143 tys. pełnych etatów zaangażowanych w call center w 2012 r. (według danych European Confederation of Contact Centre Organisations) i o 250-300 tys. nowych osób, które co roku przewijają się przez branżę.

Praca w call center jest często postrzegana jako zajęcie tymczasowe tymczasowe i zwykle nie należy do wymarzonych. Większość osób - szczególnie młodych - uważa, że jest to zajęcie nierozwojowe, niespełniające ich ambicji, a ponadto stresujące.

Oprócz rozmówców, którzy telefon mogą odebrać nie w humorze, na słuchawkach toczy się bój o prowizje: w Polsce ok. 70 proc. działań w call center to telemarketing, głównie o charakterze sprzedażowym. Są jednak osoby, które widzą korzyści, jakie daje im praca w telemarketingu i proponowane przez branżę warunki pracy im odpowiadają.

- Otrzymując wynagrodzenie na zasadach prowizji, często można zarobić więcej niż w pracy w call center. I to jest to, co mi się w zawodzie telemarketera najbardziej podoba - w pewnym sensie telemarketerzy sami sobie są szefem: decydują, ile godzin dziennie pracują, a zarobki zależą tylko od nich - mówi Rafał Kołodziejczyk, trener sprzedaży w Universal Agent i laureat nagrody Telemarketer Roku 2013.

- Ponadto firmy organizują dla pracowników dodatkowe szkolenia, które nie tylko dostarczają unikatowej wiedzy, ale też wpisane do CV, dają możliwości rozwoju w strukturach różnych firm - dodaje.

Jego przygoda z call center zaczęła się przypadkowo - wcześniej pracował w budowlance. Niestety, wypadek sprawił, że nie mógł dalej pracować fizycznie. Znajoma podpowiedziała mu, żeby spróbował swoich sił w telemarketingu. Dziś, żałuje, że nie zaczął pracy w branży wcześniej, bo czuje się w niej jak ryba w wodzie, ale nie dziwi się też tym, którzy myśląc o pracy na słuchawce, załamują ręce.

- Są ludzie, którzy źle oceniają branże, bo trafili na złych przełożonych. Tak też było w moim Wypadku. W pierwszej firmie, do której trafiłem, wszystko było na wariackich papierach, brakowało przemyślanej strategii i partnerskich, zdrowych relacji z przełożonymi. Jak miałem coś sprzedać, kiedy kierowniczka podczas rozmowy z klientem szarpała mnie za krzesło i krzyczała „gdzie są twoje zamówienia?" - wspomina Rafał Kołodziejczyk.

CZYTAJ DALEJ »
Podobał się artykuł? Podziel się!

REKLAMA

3 komentarzy. Kliknij aby dodać komentarz.

telemarketerka 2014-04-29 17:31:16

To prawda, że zawód telemarketera jest niedoceniany. Osoby, które z powodu wygodnictwa nie podejmą się żadnej pracy z pogardą patrzą na tych, którzy siedzą na słuchawce. Tymczasem pracownik infolinii, czy dobry sprzedawca musi wykazać się niejednokrotnie nie lada kompetencją czy kreatywnością. Wiadomo nie jest to praca dla każdego, ale przestańcie wmawiać sobie i wszystkim dookoła, że to dopust boży i nic nie wnosząca praca. To jednak lepsze niż stanie z parasolkami klubu Cocomo...Co do stawek autor artykułu przesadził - w tak zwanym "bloku wschodnim" np. w Rzeszowie stawki są takie same jak np. w Krakowie, które jest znacznie większym miastem. Jest jednak wielu studentów więc wykorzystywane jest to, że można im płacić grosze. Nawet w bankach na słuchawce (Alior, PKO SA) jest stawka 10 zł brutto na godzinę....w przypadku osoby bez statusu studenta zarobki są więc upokarzające.

Marek 2014-04-29 17:04:51

Artykuł sponsorowany. Już jest tak źle w tej branży z chętnymi do pracy ?.

F 2014-04-29 13:29:19

Tylko czemu większości telemarketerów uczy się agresywności i bycia niesamowitymi palantami. Myślę, że często ci telemarketerzy po całym dniu wmawiania innym "super ofert", "właśnie mam dla Pana tylko dzisiaj rabat" czują do siebie obrzydzenie. A do tego często są nie tylko agresywni, ale też chciałoby się powiedzieć chamscy i napastliwi.